sobota, 27 grudnia 2014

Brak jedności kierowców

Jeżdżę już trochę po drogach Europy, ale takiej znieczulicy jaką obserwuję od niedawna jeszcze nie było. Wielu z nas dało się wciągnąć w "wyścig szczurów". Niektórzy gotowi są przejechać po drugim kierowcy byle by tylko nie zostać poproszonym o pomoc. W wielu przypadkach, komunikat na Cb o awarii na drodze kończy się odpowiedzią " czy jest tam przejezdne?". Jeszcze nie tak dawno było nie do pomyślenia by kierowca, zostawił kierowcę samemu sobie na drodze. Dziś jest to normą. W sytuacjach awaryjnych można właściwie liczyć już tylko na kierowców ze wschodu, a i to nie zawsze.
Dziś na przykład próbując zaparkować na bardzo ciasnym parkingu, poprosiłem kolegę z innej polskiej ciężarówki o asystę w parokowaniu. To co usłyszałem nie nadaje się do publikacji. Generalnie poradź sobie sam, ja nie będę moknąć. Odziwo Litwin z Rumunem nie mieli takich obiekcji. Powiem więcej sami zaproponowali pomoc.
Nie dawno złapałem dwa kapcie. Kiedy zacząłem zmieniać koła i okazało się, że mam problem ze zbiciem wewnętrznego bliźniaka, firanki na parkingu zaczeły zasłaniać się jak na komende. Poradziłem sobie, choć kosztowało to wiele energii.
Zastanawiam się do kąd ten świat zmierza. Chyba nie chcę wiedzieć...

sobota, 29 czerwca 2013

Witam!

Od dziś zapraszam na stronę www.facebook.com/MajkTrucker. tam przenoszę swoją aktywność internetową w zakresie wieści z dróg.

Pozdrawiam i do zobaczenia na asfaltowym szlaku!

piątek, 12 kwietnia 2013


Nie ma to jak niemiecka gościnność. Na dzień dobry po zjechaniu z promu, z Trelleborga w Rostocku naszym oczom. Jechaliśmy na dwa auta. Ukazały się dwie łapanki. Pierwsza policyjna, interesowały ich głównie busy dostawcze. Druga Zoll ( niemieckie służby celne). Zostaliśmy zaproszeni na pobliski parking i ustawieni w kolejce do rendgena. Jeden z funkcjonariuszy z właściwą wschodnio-niemieckiej sztazii uprzejmością oświadczył, że mam mu dać paszport i licencję, a po dokumenty przewozowe zgłosi się jego kolega. Po około godzinie trafiłem w objęcia maszyny do prześwietleń i poproszono mnie o opuszczenie pojazdu. W tym czasie mój kolega otwierał właśnie zbiorniki paliwa celem sprawdzenia czy jest tam ON czy opał. kontrola zakończyła się dla nas obu pomyślnie. Kosztowała nas jednak stratę 2 godzin czasu. Dobrze, że obaj mieliśmy rozładunki zaplanowane na poniedziałek. Serdeczne pozdrowienia dla Troli tj. Zolli

sobota, 16 marca 2013

Lars, łańcuchy i szwedzka przyroda


Ville, Niemcy  16.03.2013
                Jestem na stacji Shell na 431 km autostrady A1  w kierunku Luxemburga. Przez ostatnie dni zdarzyło się kilka ciekawych rzeczy. Wczoraj spotkałem tutaj delikwenta, o którym mógłbym powiedzieć, że jest największym pasjonatem zawodu kierowcy jakiego znam. Gość ma około czterdzieści lat i jest Niemcem, nazywa się Lars i mówi trochę po polsku.  Zbiera zdjęcia i wszystko to co wiąże się z transportem, stare bilety z promów, cmrki itp. Rozmawiałem z nim rok temu na tym sam parkingu, ale byłem w tedy Scanią, wyobraźcie sobie, że mnie poznał. Chwalił się, że w domu, w albumie ma zdjęcie zrobione ze mną prawie rok temu, pamiętał nawet, że w tedy też jechałem z Vittarydu w Szwecji do Fameck we Francji. Pokazałem mu film jaki zrobiłem pod firmą w Szwecji, ponieważ spadło tam bardzo dużo śniegu i postanowiłem pokazać, jak wygląda szwedzka prowincja w zimę. Zrobiło to na nim wielkie wrażenie i śmiał się, że gdyby w takiej sytuacji znalazł by się niemiecki kierowca, czekał by do wiosny lub na cud. Pewnie trochę racji miał. 



                Co do samego pobytu w Szwecji, postaram się wrzucić ten film na YT w najbliższym czasie. Przyjechałem pod firmę 13 marca wieczorem. Okolica była raczej przyprószona śniegiem niż zasypana. Nie miałem problemu z zawróceniem pustym zestawem i usadowieniem się na miejscu parkingowym. Kiedy robiłem kolację około godziny 18 zaczął padać drobny śnieg, niezbyt mokry. Gdy obudziłem się rano, okazało się, że warstwa śniegu jest wyższa od krawędzi dolnej mojego zderzaka w Volvie. Postanowiłem nakręcić filmik. Złapałem więc swój telefon komórkowy i wybrałem się na krótki spacer. Na szczęście była dopiero godzina 10, a towar dla mnie. Miał być gotowy po obiedzie. Miałem więc dużo czasu na ewentualne kombinowanie nad sposobem wyjazdu. Kiedy zakończyłem spacer spróbowałem ruszyć. Niestety nie udało się. Bardzo delikatna górka pod którą stałem okazała się być wystarczająco śliska by samochód nie ruszył nawet o metr. Z uwagi na fakt braku jakiegoś pkt oparcia nie było mowy o bujaniu. Szybka decyzja. Trzeba ochrzcić nowe łańcuchy śnieżne. Dochodzę chyba do wprawy, bo montaż na lewym kole zajął mi jakieś 8 minut, na prawym troszkę dłużej bo musiałem się przekopać przez pryzmę śniegu, stanowiącą swoisty trzydziestocentymetrowy krawężnik. Udało się i samochód bez problemu ruszył do przodu. Choć raz podjazd pod rampę po śniegu poszedł sprawnie. Demontaż łańcuchów i pozostało już tylko dopilnować załadunku i spiąć towar pasami.  Dojazd do promu był już bezproblemowy i spokojnie o 23:00 wjechałem na prom linii TT Line z Trelleborga do Rostocku.
 Po 8 godzinach i 40 minutach jazdy plus oczywiście wymagana przerwa i dwa zatory, znalazłem się na stacji Shell na 431 km. Postanowiłem zrobić tu pauzę weekandową ponieważ obawiałem się, że dalej będzie kłopot z miejscem. Nie ma już w kierunku Luxemburga stacji przy drodze jedynie dwa małe Autohofy i kilka „dzikusów”.
Dziś dojedzie tu do mnie mój kolega z firmy, więc będzie wesoło i niedziela minie nam sympatycznie. Mam się podstawić do rozładunku o 16 w poniedziałek on o 14 i obaj załadujemy się w dalszą drogę tyle, że ja bezpośrednio do Rybnika, kumpel via Czechy.
Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia na drodze.  

piątek, 1 marca 2013

Samotność i Tęsknota dwie dziewczyny, które zawsze są przy mnie


Vittaryd Szwecja 01.03.2013

Czym jest samotność i tęsknota?
 Siedzę właśnie w kabinie ciągnika siodłowego marki Volvo, zaparkowanego naprzeciw firmy, w której mam się w poniedziałek załadować do Francji. Dookoła  szumi iglasty las, nie znam się na drzewach, ale to chyba modrzewie i sosny. Tak czy, czy owak sprawiają, że jest tu cicho i spokojnie, a porywisty wiatr nie targa mym „mieszkaniem” na lewo i prawo.
                Wczoraj były urodziny mego synka. Skończył pięć lat. Niestety nie mogłem być tego dnia z nim. Czekałem na rozładunek osiemdziesiąt km stąd, pod zakładami Ikea. Na jutrzejszej imprezie dla rodziny również mnie nie będzie. Co prawda byłem w domu prawie dwa tygodnie z powodów zdrowotnych, ale w taki dzień, to staje się mało ważne.  Zobaczę się z nimi tzn. z synem i żoną za około tydzień….
                Wczoraj na promie, jeden z kierowców. Sędziwy gość o włosach białych jak szwedzki śnieg radził bym zostawił tą robotę w pierony, bo żadne pieniądze nie są tego warte. Czy po dekadzie spędzonej na drogach ja się jeszcze do czegoś innego nadaję? Tęsknota i rozłąka wryły się w mój życiorys niczym dłuto rzeźbiarza w drewno, a ja mogę się mu tylko poddać i liczyć na to, że on wie co robi i ma to jakiś większy sens.

wtorek, 5 lutego 2013

Długo mnie tu nie było



Czas jest podobno względny. Czasem jednak przydało by się, aby doba miała 36 godzin. Nie ma czasu na sen, ani na pisanie wpisów na blogu. Zmieniło się sporo w moim życiu. Udało mi się uratować swoje małżeństwo, choć do rozwodu został mniej niż krok. Zmieniłem adres zamieszkania i rozwiązałem wiele problemów.
 W pracy zawodowej dostałem młodszy samochód i naczepę, która może nie jest szczytem techniki, ale jest sprawna i wszystko w niej działa, jak trzeba. Załadunek „górą” nie stanowi już problemu, bo dach odsuwa się lekko i przyjemnie. Boczna plandeka chodzi łatwo, a słupki rozkładają się bez użycia młotka. Podłoga nie gnie się już i można na nią śmiało wpuścić widlak. Przez podłogę w poprzedniej widły przeszły  na wylot.
Najważniejsze jednak, że znów chce mi się żyć, ruszam w drogę z optymizmem i czymś więcej niż nadzieja, że będzie do czego i kogo wracać.
Szerokości i 73!

niedziela, 23 września 2012

Okienko na świat według nowej i starej szkoły.

Witajcie!

 Dziś o naszym okienku na świat jak, ktoś nazwał kiedyś CB. Mam na jego punkcie małego jobla i nie przechodzi mi z wiekiem. Dostałem w swoje rączki egzemplarz z połowy lat 80 Jacksona pierwszej generacji. Wysławiany pod niebiosa pięciobandowy filipińczyk niestety bez mikrofonu. Postanowiłem więc zrobić porównanie. Dopasowałem jeden z moich mikrofonów i zamontowałem oba na raz w Scanii jaką jeżdżę na co dzień. Przepinając antenę mogłem korzystać z nich zamiennie, nie narażając się, że któryś spadnie na mnie, co biorąc pod uwagę wagę obu powyżej 2 kg, mogło by być bolesne i spowodować spore szkody.
   Służbowy zestaw składał się z P. Johny pierwszej generacji, produkcji tajwańskiej i anteny President niestety modelu nie pamiętam ok 60 cm długości, klasyczna cewkowa konstrukcja. Zamocowana w orginalnym miejscu. W prawej górnym rogu globka  - niestety mikrofon jest uszkodzony, a o nowy nie mogłem się doprosić, poza tym osiągi takiego zestawu są odpowiednie raczej do miejskiego krążenia w koło komina, a nie rozmów dalekodystansowych w trasie. Wylądował więc w schowku.
   Mój codzienny zestaw to P. Jackson II ASC i antena Sirio Turbo 5000 ok 2 metry długości zamocowana na uchwycie własnej konstrukcji, a wszystko to wspiera mikrofon Densei 2020. Słowem wygodny zestaw do wszelakich rozmów na długi, a le i krótki dystans. Radio posiada szereg filtrów i regulacji czułości wszystkiego od mikrofonu po sam odbiornik, oraz płynny skrót mocy co umożliwia nie ogłuszanie wszystkich dookoła. Mnogość gałek sprawi, iż kierowcy okazjonalnie korzystający z "mojej" Skanieczki mają kłopoty z opanowaniem tematu. Ja jestem jednak bardzo zadowolony i sprawia mi ostatnio troszkę kłopotu korzystanie z bardziej podstawowych radyjek, przywykłem do słuchania tylko rozmów i ewentualnie akceptowalnych w danej chwili szumów. Bez trzasków, pisków i dźwięków trudnych do przelania na papier.
     Tutaj przechodzimy do meritum tego spotkania w ręce wpadł mi "dziadek" mojego radyjka najprawdopodobniej z roku 84. Posiada on węższy zakres, bo tylko 226 kanałów 5 czterdziestek "band" plus tzw. dziury. Ma on więc o połowę mniejszy zakres pracy jak moja II nie posiada on także filtra Hi-cut ograniczającego wysokie tony, co nie jest mu jednak potrzebne z uwagi na zastosowany głośnik, o przyjemnej niskiej barwie. Pewnym minusem jest brak automatycznej blokady szumów, ale wbudowane filtry NB i ANL sprawiają, że nie trzeba korygować ustawień zbyt często. Radio prawie nie szumi choć do Herberta trochę mu brakuje. Ma jednak dwie cechy, które eliminują go z użytku w aucie. Po pierwsze radio nadaje stałą mocą 10W w AM i FM oraz ok 30 W w SSB i nie mamy na nią bezinwazyjnego wpływu. Moc tak uniemożliwia rozmowy na bardzo krótkim dystansie kilkuset metrów np na parkingu i jest nielegalna, o ile nie posiada się licencji radioamatora. Takowa zezwala na pracę większą mocą i w zakresie pasm krótkofalarsich. W Polsce dozwolone jest 4W a AM i FM i 12 SSB. Druga cecha jest paradoksalnie jego największą zaletą i przyczyną sławy. Mianowicie to bardzo wąski odbiornik. Ponieważ w eterze znajduje się zatrzęsienie radyjek o tragicznej wręcz jakości. Przykład z dnia wczorajszego jadą ok 2 km przede mną dwie ciężarówki. Ich kierowcy rozmawiają na kanale 23. Nazwijmy ich X i Y. Kierowcę X słyszę doskonale, a wskaźnik s-meter wskazuje 9s. Kierowcę Y słyszę bardzo źle, kilka ruchów gałką częstotliwości i okazuje się, że jest on 1,5 khz wyżej, słyszę go doskonale, ale X już nie. Podsumowując to porównanie "starocie" mają cudowny odsłuch i brzmienie, pełen podziwu jestem dla jakości wykonania i materiałów. Porównanie to jednak wypada jak zestawienie Mercedesa W123 tzw. beczki z dzisiejszą E klasą. Gdyby tak można było połączyć tamtą jakość z dzisiejszymi bajerami było by cudownie....

Pozdrawiam wszystkich i przesyłam radiowe 73 i 55 dla wszystkich.